Life Festival Oświęcim 2015 - byliśmy ;)

Kolejna edycja Life Festival Oświęcim przechodzi do historii! Udało nam się skorzystać z piątkowych i sobotnich muzycznych uczt, jak je oceniamy?:)

Tegorocznej edycji przyświecał jeden główny cel - zwrócić uwagę świata na jeden prosty fakt - ludzie nie chcą już wojen! Chcą spokoju, miłości i dobrej muzy. O to apelowali organizatorzy, o to apelowały gwiazdy! Czy się udało?:)
Piątkowy koncert rozpoczął zespół Grizzlee/Dryskull i zrobił to bez kompleksów. Artyści zagrali utwory z nadchodzącej płyty, która ukaże się jesienią. Pod sceną w rytm elektroniki podrygiwał Łozo z Afromental w otoczeniu szalejących fanek. Po krótkim aczkolwiek treściwym występie Grizzlee/Dryskull scenę A wziął we władanie Grubson i rozgrzał publiczność do czerwoności. Były utwory z najnowszej płyty, były takie samograje jak chociażby znany wszystkim "Na szczycie".
Chłopaki z Afromental mieli ułatwione zadanie, bo rozgrzana publiczność tłumnie zebrała się już pod sceną. Było warto! Sporo dobrej energii, świetny kontakt z publicznością i najnowsze hity zespołu - "Mental House" czy "Return of the Caveman" zrobiły swoje!
Bednarek - kolejny artysta Life Festival Oswięcim porwał ze sobą całą oświęcimską publiczność, która razem z nim przekonywała, iż "takie chwile jak te nie zdarzają się zbyt często" ;)
Koncert zakończył nieoceniony Manu Chao La Ventura - dość powiedzieć, iż jego bisy trwały łącznie godzinę, a ze sceny ściągnięty został chyba siłą.
W oczekiwaniu na kolejne koncerty gwiazd na scenie pojawiał się Gromee, do którego tanecznych kawałków tańczyła cała płyta stadionu!
Co przygotował dla fanów drugi dzień Festivalu? Na dobry początek scenę wziął we władanie Sebastian Riedel & Cree, a ze sceny popłynęły zarówno autorskie utwory zespołu jak i "Sen o Victorii". Doskonale wszystkim znaną "Melodię ulotną" czy "Spadochron" zaprezentowała kilka minut później Mela Koteluk, a zaraz po niej na scenie pojawiły się Nowe Sytuacje i przypomniały największe muzyczne dokonania zespołu Republika.
Kochana chyba przez wszystkich Kasia Nosowska z zespołem Hey udowodniła, iż wciąż jest w doskonałej formie, a wierni fani zespołu usłyszeli nie tylko nowsze utwory jak chociażby "Umieraj stąd", ale również "Zazdrość" czy kultowy już "Teksański".
W międzyczasie nastąpiła mała zmiana planów - zespół Kensington powiadomił organizatorów, iż nie uda mu się dotrzeć na czas i na scenie pojawiła się wcześniej główna gwiazda wieczoru - Jessie Ware. Fani pomogli wykonać jej takie hity jak "Wildest moments" czy "Say you love me", ze sceny popłynęły również "Champagne kisses" czy "You & I". Na koniec dawkę porządnego rock'n'rolla zaserwował spóźniony Kensington.
Niestety nie udało nam się dotrwać do soboty, ale wiemy, iż zarówno Kayah, Lemon jak i główna gwiazda Chris De Burgh dali fenomenalne występy!
Festival oceniamy na piątkę z plusem, piątkę przybijamy również organizatorom, wolontariuszom i wszystkim zaangażowanym w jego powstanie i sprawny przebieg - bankowo jesteśmy za rok, a Wy?:)

cokolwiek
X
Możesz się zalogować używając nazwy użytkownika lub adresu e-mail.
Pamiętaj ,że wielkość liter ma znaczenie.
Loading